O wstepnych wrazeniach z jazdy pociagiem juz wspomnielismy. W trasie niewiele sie zmienilo jezeli chodzi o komfort: na zmiane kladlismy sie w przejsciu by po chwili wstac i przpuscic jeden za drugim te 200 osob w wagonie ktore w tym samym czasie nabawilo sie zapalenia pecherza (powaznie te same twarze budzily nas co 20 min z usmiechem na twarzy bo musialy isc za potrzeba- teraz pomnozcie sobie cos takiego razy 200 i juz mozecie sobie wyobrazic ze nasze zapasy przyklejonych usmiechow na twarzach szybko zaczynaly sie kurczyc:-P) Nie wspomnimy juz o powtarzajacych sie w nieskonczonosc wizytach kucharek z wozkami z zarciem ktorymi z usmiechem na twarzy taranowaly nas przy kazdej rundzie przez wagon ( czyli cojakies pol godziny) Moglibysmy dlugo opisywac te podroz.
W koncu na 5h przed chengdu udalo nam sie usiasc dzieki temu ze pociag opuscilo jakies 100 tys Chinczykow:-P
W Chengdu wyladowalismy o 23 a poniewaz mielismy zarezerwowany tam wczesniej nocleg juz o 1 kladlismy sie spac. 28 godzinny koszmar byl juz tylko (nawet zabawnym) wspomnieniem.
Nie mielismy okazji specjalnie zaprzyjaznic sie z miastem bo o 13 kolejnego dnia bylismy juz w drodze autobusem do Kundingu. Wlasciwie to chcileismy jak najszybcirj uciec od kolejnego wielkiego, zatloczonego miasta chinskiego. Po Pekinie pozostal nam niesmak i nie chielismy zeby kolejne miasto nas tak zameczylo.
Jazda autobusem w Chinach to najlepszy dreszcz emocji jakiego doswiadczylismy tu do tej pory. Nie sposob bylo skupic sie na lekturze bo non stop mielismy smierc przed oczami. To ze specjalnie nie przestrzega sie tu przepisow ruchu drogowego wiemy juz od przyjazdu do pekinu ale wyprzedzanie na zakrecie w ciemnym tunelu to juz przesada. Kilkakrotnie brakowalo ledwie caentymetrow od zderzenia z tirami. Powinnismy zaliczyc krakse co najmniej kilkakrotnie a zyjemy i mamy sie dobrze:-) Udowodnilo nam to ze Chiny zadza sie swoimi prawami (wlaczajac w to prawa fizyki).
Mamy wrazsnie ze nasza podroz zaczyna sie na dobre. Maja tu(tzn na skraju prowincji yunnan tybet i sichuan) swietne, tanie zarcie. Miejscowi (mieszanka tybetansko chinska) sa bardzio zyczliwi a co najwazniejsze natura zachwyca widokami.
Nie ma na co czekac, jutro ruszamy dalej w kierunku yunnanu:-)
wtorek, 21 sierpnia 2012
Chengdu i Kunding. W Chinach zyje sie co najmniej kilka razy...:-P
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Bosh Tomek! Czytając relacje mam wrażenie,że ta wyprawa to jedna wielka walka o przetrwanie:D
OdpowiedzUsuńNo chlopaki szacun! Jednak czytajac Wasze opisy utwierdzam sie w przekonaniu, ze Azja wszedzie, gdziekolwiek wyladujesz: Chiny, Indie czy Tajlandia, zawsze ma podobna twarz. 3majcie sie dzielnie, podchodzcie do takich doswiadczen z usmiechem, po powrocie bedzie Wam tego brakowalo:) buzka Bracie! Beti
OdpowiedzUsuńps. wrzuccie wiecej zdjec!
OdpowiedzUsuńps2. Maniek, na prawde jadles te robaki????? Jesli tak to SZACUN!;)