Wczoraj wyjatkowo dlugo zwlekalismy sie z lozek. Poprzedni wieczor byl bardzo mily z dwoch powodow 1. tradycyjnie dzielilismy sie wrazeniami z dnia pelnego wrazen przy piwie na lokalnym hutongu 2 przyjemniejszy spedzilismy ten wieczor w towarzystwie przemilych francuzek. Rozmawialo nam sie na tyle dobrze ze wieczor nieco sie przeciagnal.
Przy poludniowej bramie Zakazanego Miasta zameldowalismy sie ok poludnia.
Zmeczenie dawalo o sobie znac i doczytywanie inf z lp raczej nie wchodzilo w rachube. Jedyna sensowna opcja bylo wypozyczenie audioprzewodnika z uwaga polskim lektorem. Ociwiccie pani tjoske kalecila ale i tak skorzystalismy.
Miejsce piekne ale podobnie jak cale chiny zawalone zoltymi. Probowalismy sobie wyobrazic jak ciekawie byloby tam w okresie posezonowym kiedy turystow jest mniej. Pytanie tylko czy istnieje taki okres dla chinczykow. Ich jest wszedzie zawsze pelno! I zaczyna nas to mocno meczyc... Skoro jestesmy juz przu nazekaniu may juz dosc smogu. 'mgla' ogranicza widocznosc do ok 300 m szczypie w oczy, czujemy dyskomfort w gardle.
Dzis z rana wyskoczylismy na rowery. Pomysl okazal sie.strzalem w dziesiatke i potwierdzilo sie ze zwiedzanie Pekinu na rowerze daje najwiecej wrazen. Polecemy wszystkim zapalencom chetnym do odwiedzenia tego na swoj sposob niezyklego miasta.
Potem bylo juz tylko gorzej. Nie udala nam sie popoludniowa wycieczka do dzielnicy artystycznej-chyba nie zdawalismy sobie sprawy z ogromnych odl w tym miescie ktore na mapie wygladaja bardzo niepozornie. W polowie drogi musielismy zawrocic bo nie zdazylibysmy na pociag.
To co zobaczylismy dzis w pociagu przroslo nasze najsmielsze ocekiwania... Nie dostalismy biletow na kuszetki. Zatem wiedzielismy, ze bedzie ciezko. Szykowalismy sie na 26-godzina podroz z miejscami stojacymi. Jednak chaos i ilosc ludzi w pociagu byly wrecz niewyobrazalne. Glowa przy glowie, scisk nie do opisania, a my jeszcze dodatkowo z wielkimi plecakami. Znalezlismy sobie skrawek podlogi w przejsciu. Chinczycy jakos nas wymijali, depczac nas niemilosiernie. Gorzej bylo z kursujacymi po pociagu wozkami z jedzeniem. Musielismy podnosic pleceki nad nasze glowy i uciekac im z drogi tak co 5 minut.. W koncu udalo nam sie wepchnac je pod siedzenia i moglismy usiasc na podlodze. Jednak nie dane nam bylo spokojnie odpoczac. Zaczely sie pielgrzymki chinczykow do kibla i po zarcie. Mamy wrazenie,ze oni w pociagu tylko jedza i sraja. Kazda osoba w wagonie mijala nas choc raz, pchajac sie i zmuszajac nas do ciaglego wstawania.. Powiadam wam, apokalipsa :-D
niedziela, 19 sierpnia 2012
Zakazane miasto
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz