Nareszcie dotralismy do... no wlasnie, de facto do poczatku naszej wyprawy a za nami juz pare nowych doswiadczen.
Zaczelo sie od stresu w Krakowie bo nasz autobus do Budapesztu mial godzinne opoznienie. Oczywiscie przewoznik nie informowal nas na bierzaco o opoznieniu i mielismy nawet przez moment w naszych glowach wizje wyscigu z czasem na stopa do Budapesztu. Na szczescie skonczylo sie tylko na teoretyzowaniu.
W Budapeszcie zameldowalismy sie ok 22. Po przeglosowaniu pomyslu nocowania na swiezym powietrzu ruszylismy na nocny podboj miasta.
O wrazeniach ze zwiedzania opowiemy po powrocie.
Teraz juz po odprawie siedzimy na lotnisku. Noc dala nam dosc mocno w kosc bo albo poranny chlod 'przy ktorym odmarzala dupa' (milosz) albo ochrona dworca nie dawaly nam sie dobrze wyspac. Nikt mnie jeszcze nie budzil kopiac w lawke na ktorej spie..teraz pora na katarskie stewardessy. One beda znacznie milsze.
Pozdrawiamy i do uslyszenia w Pekinie!
Qcey i
Soft!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz