niedziela, 19 sierpnia 2012

Naciagacz i swinskie flaki

Wstalismy wczesnie, za wczesnie biorac pod uwage ze siedzielismy do pozna przy piwie i drazylismy do pozna z naszym kolega ( pol brazylijczykiem pol holendrem) tematy o sensie zycia.
Dzis mielismy nasz bojowy chrzest w Chinach-targowalismy sie z Chinczykiem o cene podwozki na Mur Chinski. Jest caalkiem niezle bo zeszlismy niemalze do polowy ceny pierwotnej.
Mur Chinski bylby piekny gdybysmy mogli go ogladac o wschodzie slonca a tak przy 40 st upale i (oczywiscie) smogu (z ktorym wypada sie tu zaprzyjaznic) nie bylo oczekiwanego szalenstwa. Ale punkt programu zaliczony.
Po wycieczce skoczylismy do skromnie wygladajacego lokalu w pobliskim hutongu. Niewiele sie zastanawijac zamowilismy pierwsze lepsze rzeczy z menu z ktorego oczywiscie nic nie rozumielismy. Po chwili moglismy smakowac swinskie jelita i kurczaka z marchewka (jak sie okazalo po powrocie do hostelu). Smakowalo ale wczorajszej kaczki nic nie przebije. Wiecej wkrotce, lecimy na nocny rajd rowerem po centrum. Mamy nadzieje ze przezyjemy.
Zalaczamy zalegle zdjecia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz